Do Jaipuru dojechalismy pozna noca, ale w hotelu pozwolono sie nam rozkoszowac widokiem miasta z restauracji na dachu. W przewodniku Jaipur opisany jest jako piekne rozowe miasto (jeden z maharadzy wydal wiele lat temu polecenie pomaowania calego miasta na rozowo). Naszym zdaniem jest ladne, ale niekoniecznie rozowe. Glownym zabytkiem miasta jest palac Hava Mahal, a dokladnie jego sciana frontowa. Wychodzacy maharadza zegnany byl przez 108 zon, a kazda z nich wychylala sie z osobnego okna. Poza tym zwiedzilismy jeszcze palac miejski, Royal Gaitor (szereg wspanialych mauzoleow nieodkrytych przez wiekszosc turystow), fabryke tkanin oraz bizuterii.
Poznym wieczorem udalismy sie na dworzec. Poniewaz nasz pociag mial 4 godziny spoznienia udalismy sie do poczekalni upper class (na szczescie nam jako bialym nikt nie sprawdzil czy posiadamy bilety na przejazd pierwsza klasa). Sama poczekalnia byla czysta i nie powstydzilby sie jej zaden polski dworzec (poza bialostockim – patrz ranking Gazety). Co nie oznacza, ze nie mozna tam bylo zaobserwowac typowych dla Indii widokow – spiacych na podlodze ludzi (czesc z nich byla w pizamach – w koncu to upper class:)).
Gdy w koncu nadeszla pora odjazdu udalismy sie na peron. Spala na nim reszta osob oczekujacych na pociag. Pomiedzy nimi baraszkowaly szczury.
Pociagi w Indiach jezdza wolno – ok.30km/h. Dlugo i wolno wtlaczaja sie na peron. Jeden ze stojacych obok nas turystow (Amerykanin:P) obserwujac wjazd pociagu oraz wskakujacych do niego Hindusow z nienumerowanymi biletami, zapytal pracownika koleji czy pociag sie w ogole zatrzymuje czy tez trzeba teraz do niego wskoczyc;).









