Kanały:
Wpisy
Komentarze

To wyruszam na 3 tygodnie do Azji. Co do wpisów na blogu to nic nie obiecuje ale postaram sie raz na jakis czas cos wrzucic :) .

GOA 19-23.09.2008

Jodhpur zachwycil nas wznoszacym sie nad miastem fortem, przy okazji bardzo przyjaznym dla turystow zabytkiem (turysci zagraniczni w cenie biletu otrzymuja audio guide, ktory ciekawie opisuje dzieje fortu i regionu). Z gory roztaczaja sie niesamowite widoki, m.in. na stara czesc miasta czasami nazywana blue city ze wzgledu na niebieski kolor wielu domow. I faktycznie Jodhpur jest na pewno bardziej blue niz Jaipur pink.

 

Po zwiedzeniu fortu udalismy sie na podboj starego miasta – jego centrum znajduje sie przy Tower Clock – tutejszym Big Benie. W miedzyczasie rozpadalo sie (nasz pierwszy deszcz!). Postanowilismy opuscic bagienne cenrum i udalismy sie do bardziej nowoczesnej czesci miasta (czesciowo z asfaltem), gdzie podziwialismy widok na palac. Tam tez odkrylismy istnienie Pizzy Hut. Poniewaz Hania odczula silny kulinarny homesick, tego dnia pozywilismy sie pseudo zachodnia pizza (wiekszosc nazw pizz zawiera slowa typu tikka, masala i tandoori).

 

 

Tego dnia znalezlismy swietny punkt, w ktorym mozna kupic swiezo wyciskane soki – polecamy odwiedajacym Jodhpur – 5 Star Juices:).  Zabierzcie ze soba europejskie monety – wlasciciel nosi na szyji 2eurowke i bardzo chcialby rozszerzyc kolekcje.

Napastowanie przez Hindusow zaczelo sie tu wczesniej niz dotychczas. Jeden z nich juz w pociagu probowal namowic nas (techniki sprzedazy i sam marketing w Indiach sa bardzo bezposrednie) do wynajmu pokoju w jego hotelu. W ulotce przeczytalismy, ze hotel jest: quite, clean and hassle-free;).

 

Wyjscie z dworca mielismy godne najwiekszych gwiazd Hollywood/Bollywood. Napastowanie turystow jest tam tak duze, ze rzad zdecyodwal sie wprowadzic wojsko dla ochony. Na szczescie poza obrebem dworca okazalo sie, ze Jaisalmer jest jak do tej pory najpiekniejszym miastem, ktore zwiedzilismy w Indiach. Cale zbudowane z jasnego piaskowca, stad tez zwyczajowa nazwa – przynajmniej dla turystow – Golden city. Jest mniejsze, spokojniejsze, duzo czystsze i jedyne, po ktorym moglismy troche pospacerowac bez wiekszego nagabywania (chociaz niektore oferty byly bardzo kuszace – jeden ze sprzedawcow oferowal nam 99% znizki:P). Spokoj nalezy rozumiec w standardzie Indii – przewodnik, ktorego wynajelismy by lepiej poznac historie miasta i wspanialego fortu sledzil nas az do samego hotelu, by nastepnego dnia ponownie przekonywac nas do swoich uslug. My mu sie nie dalismy i sami zorganizowalismy sobie czas.  

 

Nastepny dzien (i noc) spedzilismy na pustyni Thar jezdzac na wielbladach, sluchajac lokalnej muzyki (straszne skrzeki) i zajadajác sie pustynnymi przysmakami (fu!). Zachod i wschod slonca mielismy okazje ogladac z pustynnych wydm – fajne:).

 

Ostatni dzien chill-out’owalismy sie w miescie plywajac po pobliskim stawie niebieskim, plastikowym labedziem – rowerem wodnym.

 

Oczekujac na pociag do Jodhpur’u znow wbilismy sie do poczekalni upper class. Tam zaskoczyla nas pani robiaca pranie na podlodze toalety.

Do Jaipuru dojechalismy pozna noca, ale w hotelu pozwolono sie nam rozkoszowac widokiem miasta z restauracji na dachu. W przewodniku Jaipur opisany jest jako piekne rozowe miasto (jeden z maharadzy wydal wiele lat temu polecenie pomaowania calego miasta na rozowo). Naszym zdaniem jest ladne, ale niekoniecznie rozowe. Glownym zabytkiem miasta jest palac  Hava Mahal, a dokladnie jego sciana frontowa. Wychodzacy maharadza zegnany byl przez 108 zon, a kazda z nich wychylala sie z osobnego okna. Poza tym zwiedzilismy jeszcze palac miejski, Royal Gaitor (szereg wspanialych mauzoleow nieodkrytych przez wiekszosc turystow), fabryke tkanin oraz bizuterii.

 

Poznym wieczorem udalismy sie na dworzec. Poniewaz nasz pociag mial 4 godziny spoznienia udalismy sie do poczekalni upper class (na szczescie nam jako bialym nikt nie sprawdzil czy posiadamy bilety na przejazd pierwsza klasa). Sama poczekalnia byla czysta i nie powstydzilby sie jej zaden polski dworzec (poza bialostockim – patrz ranking Gazety). Co nie oznacza, ze nie  mozna tam bylo zaobserwowac typowych dla Indii widokow – spiacych na podlodze ludzi (czesc z nich byla w pizamach – w koncu to upper class:)).

Gdy w koncu nadeszla pora odjazdu udalismy sie na peron. Spala na nim reszta osob oczekujacych na pociag. Pomiedzy nimi baraszkowaly szczury.

 

Pociagi w Indiach jezdza wolno – ok.30km/h. Dlugo i wolno wtlaczaja sie na peron. Jeden ze stojacych obok nas turystow (Amerykanin:P) obserwujac wjazd pociagu oraz wskakujacych  do niego Hindusow z nienumerowanymi biletami, zapytal pracownika koleji czy pociag sie w ogole zatrzymuje czy tez trzeba teraz do niego wskoczyc;). 

india-634

O Agrze za duzo napisac nie mozemy, bo bylismy tam bardzo krotko. Nasze wspomnienia sa nastepjace:

l Wszytskim podrozujacym polecamy Tourist Rest House – dobre i tanie miejsce na nocleg z przyjemnym ogrodem w srodku.

l Po ulicach biegaja dzikie watahy malp:).

l Mielismy okazje zostac pierwszymi klientami (ever!!!) pewnego mlodego rikszarza. Jako ze byl bez doswiadczenia, to wiekszosc drogi prowadzil swoja riksze zamiast na niej jechac, a w pewnym momencie musialem mu nawet troche pomoc.

l Taj Mahal jest piekny (naprawde niesamowity!!!) i robi wrazenie juz przy wejsciu gdzie turysci zagraniczni musza zaplacic 750 rupii a miejscowi tylko 20.

l Tego dnia pilismy wiecej wody niz zazwyczaj (przyczyna nieznana;)), dzieki czemu zauwazylismy rozne dotyczace niej ciekawostki. Jest ona: 1. reverse osmosis treated, 2. UV treated, 3. ozonated, 4. fully mechanically manufactured, 5. best before six months from packing. W restauracjach woda jest tu podawana tak jak wino – butelka otwierana jest przy kliencie.   

 

Nasz pobyt w Varanasi rozpoczelismy od wymijania duzej krowy torujacej wyjscie z pociagu:). Nastepnie uciekajac od natretnego rikszarza szczesliwie natknelismy sie na prawdziwa    informacje turystyczna – w Indiach w kazdym miescie jest kilkadziesiat informacji, wiele z nich (oficjalnie) reprezentuje rzad i najczesciej tylko jedna jest informacja turystyczna, a nie naciagajacym turystow biurem podrozy. Nam ualo sie trafic wlasnie do  tej jedynej (przynajmniej tym razem…). Otrzymalimy wszystkie wskazowki lacznie z tym ile powinnismy placic rikszarzom za przewoz w rozne miejsca w Varanasi oraz ile powinny nas kosztowac rozrywki w miescie.

 

Korzystajac z tej wiedzy mocno targowalismy sie o cene przewozu do naszego hotelu i – udalo sie:D. Choc pewnie bardziej ze wzgledu na to, ze rikszarz wiozl nas do hotelu oczekujac od niego prowizji za to, ze przywozi im gosci. Nie zdawal sobie sprawy, ze hotel oplacilicmy wczesniej! Prowizja placona rikszarzowi jest czescia specjalnej, wyzszej stawki, ktora placi za hotel przywieziony gosc. Tak wiec nie dalismy sie wykiwac, a bedac nadal w bojowym nastroju wyklocilismy sie o ladniejszy pokoj.

 

Tego dnia poznalismy rikszarza, ktory stal sie naszym prywatnym obwoznikiem po Varanasi przez te pare dni. Nie byl zbyt szybki, ale wozil nas za 10 rupii:). Pierwszego wieczoru zawiozl nas do restauracji reklamujcej sie haslem: Yes, we are less dirty!. Nastepnego ranka (o godzinie 5.20!!!!) nad Ganges, gdzie wraz z para z Hondurasu wypozyczylismy lodke i plywalismy po nadbrzezach ogladajac rytualnie kapiacych sie Hindusow, tych robiacych pranie oraz palenie zwlok (wlasciciel lodki nie przejmujac sie koegzystencja tych dzialan niezbicie twierdzil, ze Ganges jest bardzo czysty). W jednej spalarni mielismy maly przystanek. Wlasciciel miejsca podzielil sie swoimi reflejsjami: To miejsce, w ktorym czlowiek uczy sie o zyciu i smierci. Burning is learning. Cremation is education! Wzbogaceni o te porcje wiedzy wrocilismy do hotelu, zeby jeszcze troche pospac;).

 

Po poludniu blakalismy sie po calkiem przyjemnym starym miescie i nadbrzezach. Wygladaly bardzo ciekawie, tym bardziej, ze poziom wody byl wysoki i czesc budynkow byla pozatapiana -   z wody wystawaly czubki swiatyn. Pod koniec pobytu  musielismy zalatwic kilka drobnych sprawunkow, m.in. sprobowac kupic tampony. Gdy w koncu znalezlismy, zapytalismy o inny rozmiar. Wlasciciel sklepu spojrzal z zaskoczeniem i powiedzial, ze oczywiscie nie ma, ale mamy szczescie, ze w ogole znalezlismy, bo oni tu jako jedyni sprowadzaja i sprowadzaja ja az z Bombaju (Varanasi ma ponad 3.5mln mieszkancow, a Bombaj jest 3 dni drogi stad)!

 

 

 

Nastepnie udalismy sie do Amritsaru, gdzie miesci sie Zlota Swiatynia Sikhow.. Swiatynia jest przepiekna i co wtedy jeszcze nie wydalo nam sie tak zupelnie nadzwyczajne, wejscie do niej jest darmowe. Malo  tego, udostepniony jest takze darmowy nocleg dla pielgrzymow. Osoby z poza Indii w ramach zapewnienienia wyzszego poziomu bezpieczenstwa kwaterowane sa w innej czesc budynku niz miejscowi.

Przed wejsciem do swiatyni nalezy zdjac obuwie obmyc stopy oraz zalozyc okrycie glowy. Sama swiatynia, znajduje sie posrodku basenu z woda co jeszcze bardziej poteguje wrazenie mieniacego sie zlota.

O ile dla nas swiatynia byla prawdziwa atrakcja,o tyle Hindusi mieli inna – nas. Nie mowie tutaj o permanentnym wpatrywaniu sie, bo do tego zdazylismy sie przyzwyczaic. Raczej chodzi mi o to, ze co raz ktos do nas podchodzil i pytal czy moze sobie z nami zrobic zdjecie (do Hani najczesciej zwracali sie mlodzi rodzice wciskajac do zdjecia swoje nowonarodzone dzieci). Powstawaly nasze fancluby, ktore wszedzie za nami chodzily i z bliskiej odleglosci obserwowaly wszystko co robilismy.  

Po poludniu postanowilismy jeszcze raz wejsc na teren swiatyni, zeby spokojnie posiedziec i podziwiac widok. O spokoju oczywiscie nie moglo byc mowy, bo szybko oblegly nas chmary Hindusow proszacych o zdjecia badz chcacych zamienic z nami kilka slow. W pewnym momencie podszedl do nas straznik i poprosil, zebysmy sobie poszli, bo najwyrazniej robimy zbyt wiele zamieszania, a to jest swiatynia i powinno byc to miejsce skupienia i modlitwy. Nie bronilismy sie mowiac, ze jeden z Hindusow stwierdzil, ze Hania jest tak piekna, ze od dzis zawsze bedzie sie za nia modlil;).  

 

Starsze pozycje »

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.